Aktualności

2018-04-05 | Komentarz do tekstu rzecznika RDLP w Krośnie

Komentarz do teksu rzecznika RDLP w Krośnie

dr Sabina Nowak

 

Na stronie internetowej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie ukazała się odpowiedź pana Edwarda Marszałka - rzecznika prasowego tej instytucji, na moją merytoryczną analizę informacji dotyczących liczebności dużych drapieżników, jakie znajdują się w artykule „Serce Karpat w dobrych rękach” oraz w Wieloletnich łowieckich planach hodowlanych na lata 2017/2027 dla 12 Łowieckich Rejonów Hodowlanych (ŁRH) na terenie administrowanym przez RDLP w Krośnie.

Pan rzecznik zarzucił osobom niezgadzającym się z podawanymi przez RDLP w Krośnie informacjami „kontestowanie” wyników podawanych przez leśników. Wygląda na to, że pan rzecznik nie rozumie znaczenia tego terminu, warto więc je tu przypomnieć. Otóż „kontestacja” to według Słownika Języka Polskiego ostentacyjne okazywanie braku akceptacji dla jakichś norm, wartości lub obyczajów. Nie uważam, by liczby wynikające z zsumowania danych z obwodów łowieckich na terenie RDLP w Krośnie zasługiwały na rangę norm, wartości czy obyczajów, a tym samym na kontestację. Ja co najwyżej kwestionuję prawdziwość tych szacunków. A kwestionuję nie dlatego, że nie mogę znieść myśli, iż populacja dużych drapieżników rośnie w Polsce, lub że obawiam się, że ten wzrost zagrozi mojemu bytowi, jak to pan rzecznik raczył mi zarzucić. Jako obywatelka umiejąca myśleć samodzielnie, analizować informacje podane na stronie RDLP w Krośnie, dodawać i przeliczać liczebność na zagęszczenia i porównywać je z danymi z publikacji naukowych, mam prawo wyrazić wątpliwość, gdy obliczenia wskazują na brak rzetelności.

W moim tekście wcale nie zaprzeczam, że liczba wilków w Polsce rośnie. Jestem współautorką kilkunastu artykułów opublikowanych w prestiżowych czasopismach naukowych, w tym w "Science", gdzie między innymi jasno wykazujemy, że populacje dużych drapieżników (szczególnie wilka) i zasięg ich występowania w Polsce rosną. Opisujemy też, jakie są mechanizmy i dynamika tego wzrostu, zarówno na nizinach, jak i w Karpatach. Zresztą w swoim tekście , w drugim akapicie jasno o tym piszę, przytaczając konkretne publikacje. Wystarczy zerknąć na spis cytowanej literatury znajdujący się na końcu. Obszerne omówienia tych prac ukazywały się na stronie internetowej Stowarzyszenia dla Natury „Wilk”, na portalach społecznościowych, na portalu PAP Nauka w Polsce. Zostały też spopularyzowane w artykułach popularnonaukowych, a także omówione w wywiadach dla mediów. Wiedza ta jest zatem dostępna dla każdego.

Niestety pan rzecznik nie udzielił odpowiedzi na podstawowe pytanie: dlaczego liczebności dużych drapieżników zostały wyliczone metodą najbardziej archaiczną, od dawna krytykowaną przez naukowców, zupełnie nieadekwatną do wymagań przestrzennych tych zwierząt, czyli poprzez zsumowanie liczb drapieżników podawanych z poszczególnych obwodów łowieckich. Nawet jeśli liczebności w obwodach były szacowane w oparciu o tropienia, obserwacje całoroczne, nagrania z fotopułapek czy enigmatyczne „odczyty z monitoringu”, to dodanie uzyskanych w obwodach szacunków do siebie daje z automatu błędne wyniki i zaprzepaszcza cały ten wysiłek. Nie rozumiem, dlaczego taka metoda została zastosowana, pomimo iż pracownicy RDLP w Krośnie znają jej poważne mankamenty. W odróżnieniu od pana rzecznika, nie chcę spekulować na temat powodów, jakie skłaniają go do podawania takich nierzetelnych danych do mediów i do Głównego Urzędu Statystycznego. Jako biolog od ponad 20 lat badający wilki w Polsce ubolewam, że publikowane co roku w Rocznikach Statystycznych Leśnictwo i Środowisko informacje o liczebnościach wilków, rysi i niedźwiedzi są uzyskiwane takimi metodami.

W artykule „Serce Karpat w dobrych rękach ”, poza wykresem (z liczebnością dla 2017 r.) pokazującym wzrost populacji wilka, rysia, niedźwiedzia i żubra od 1995 r., nie znalazło się ani słowo wyjaśnienia, w jaki sposób te liczby zostały ustalone. Bez opisania metodyki, co bardziej dociekliwi czytelnicy zaczynają zadawać pytanie, jakim cudem udało się leśnikom z RDLP Krosno policzyć wszystkie duże drapieżniki, skoro największe zespoły ekspertów monitorujące od lat populacje drapieżników w różnych krajach Europy, przy użyciu wszelkich dostępnych i wystandaryzowanych metod, z zastosowaniem fotopułapek, genetyki i telemetrii GPS/GSM, podają jedynie przedziały liczebności, czyli np. liczbę niedźwiedzi „od do”, a w przypadku wilków przede wszystkim liczbę grup rodzinnych, ewentualnie zakres liczebności wynikający z liczby watah i szacunkową liczbę osobników będących w trakcie dyspersji. A tu proszę, RDLP w Krośnie, pomimo że nie jest instytucją zatrudniającą naukowców specjalizujących się w badaniach zwierząt, co roku bez mrugnięcia okiem ogłasza światu, ile dużych drapieżników żyje na administrowanym przez siebie obszarze, i to „co do sztuki”.

Pan rzecznik zarzuca mi poważny błąd w wyliczeniach, dotyczących zagęszczeń, w jakich musiałyby żyć wilki (10-16 osobników na 100 km2 powierzchni ogólnej), gdyby szacunki RDLP w Krośnie były prawidłowe. Wbrew temu co pisze pan rzecznik, nie obliczałam tych zagęszczeń w oparciu o powierzchnię leśną administrowaną przez Lasy Państwowe, lecz o powierzchnię ogólną obwodów łowieckich w tych Łowieckich Regionach Hodowlanych, w których w 100% odwodów wykazywano wilki. A jak powszechnie wiadomo, praktycznie cała powierzchnia kraju jest podzielona na obwody łowieckie obejmujące nie tylko lasy Skarbu Państwa, ale też lasy prywatne, tereny rolne, a nawet tereny zurbanizowane. Zatem wymienione zagęszczenia 10-16 osobników na 100 km2 dotyczą całych obszarów zawartych w tych konkretnych łowieckich regionach hodowlanych, bez względu na charakter użytkowania, właściciela gruntu czy administratora lasu. Gdybym natomiast odniosła się do całkowitej powierzchni leśnej w obwodach zagęszczenia, osiągałyby aż 19-25 wilków/100 km2.

Nie mogłam, tak jak to zrobił pan rzecznik, przeliczyć 635 wilków na obszar 14 083 km2 czyli „odnieść do całości terenu w zasięgu działania RDLP”, bo wilki nie występują w całym „zasięgu działania RDLP”. Jak wynika z tabel zawartych w wieloletnich planach hodowlanych zatwierdzonych w 2017 r. dla łowieckich regionów hodowlanych, drapieżniki te wykazano tylko w 87 ze 182 obwodów łowieckich, jakie istnieją na terenie RDLP Krosno. Tylko w trzech regionach hodowlanych - obejmujących Bieszczady i Beskid Niski  - wilki stwierdzono we wszystkich obwodach łowieckich, a w regionie Pogórze Dynowskie wilki są w 9 na 10 obwodów. W pozostałych regionach wilki nie występują tak powszechnie. Z tych trzech regionów karpackich, mających łączną powierzchnię 2946,9 km2, podano największą liczbę wilków, bo aż 423 osobniki (67% liczby wilków oszacowanej dla RDLP w Krośnie). I to dla tych regionów podane dane są najbardziej niewiarygodne, a wynikające z nich zagęszczenia nijak nie przystają do wyników badań naukowych prowadzonych na tych obszarach.

Zagęszczenia zwierząt podczas badań naukowych oblicza się w tzw. terenie badań, np. w dużym kompleksie leśnym. Zagęszczenia zwierząt łownych podawane są w odniesieniu do powierzchni obwodów, w których stwierdza się ten gatunek. Zatem zagęszczenie 4,51 wilka/100 km2 wyliczone przez pana rzecznika w odniesieniu do całej RDLP, jest nieadekwatne do obowiązujących reguł i do stanu rzeczywistego. Zagęszczenia 3,1–6,2 wilków na 100 km2, nie są jak to napisał pan rzecznik „naszymi pożądanymi” zagęszczeniami, lecz dostępnymi dla tej części Karpat danymi literaturowymi (Gula i in. 2008, Śmietana i Wajda 1997), a przedział 3,1-6,2  km2(znak „-„ oznacza „od do”) zawiera m.in. wspomnianą przez pana rzecznika wartość 4,9 wilka na 100 km2 z publikacji Śmietany i Wajday 1997, zresztą też zacytowanej w moim tekście.

Podstawowymi miarami w ocenach liczebności czy wielkości areałów zwierząt, jest „średnia”, „zasięg od-do” i błąd standardowy, są one antidotum na powszechną u ludzi tendencję do przyjmowania ekstremalnych sytuacji za normę. Badacz, żeby ocenić jaka jest wielkość, np. wilczych watah i ich terytoriów w obszarze badań, skrupulatnie szacuje przez kilka sezonów liczebność każdej żyjącej tam grupy, obszar przez nią użytkowany, a potem wylicza z tych pomiarów średnią i dodatkowo podaje wielkość najmniejszą i największą oraz błąd standardowy. Stwierdzenie, że wilki „często obserwowane są w grupach liczących ponad 10 sztuk…” jest typowe dla osób nie zdających sobie sprawy z istnienia średniej arytmetycznej. Utrudnia to obiektywną ocenę sytuacji. Twierdzenie, że wilki „wcale nie chcą patrolować tak dużego obszaru (130 km2), skoro na dużo mniejszym da się zdobyć pożywienie” bez zastosowania telemetrii, lub przynajmniej kilkuletnich, długodystansowych tropień po śniegu, jest całkowicie wyssane z palca. Ponadto, wbrew temu co twierdzi pan rzecznik, wg informacji RDOŚ w Rzeszowie poziom szkód w inwentarzu powodowanych przez wilki w woj. podkarpackim w ostatnich dwóch latach jest o kilkanaście procent niższy niż w 2015 r., co nie przystaje do głoszonej tezy o dużym wzroście populacji wilka.

I na koniec uwaga: rzecznik prasowy powinien jednak uważniej czytać teksty, które komentuje. Ponadto rzecznikowi instytucji zarządzającej cennymi zasobami przyrodniczymi wypada nie tylko poprawnie używać języka polskiego, ale też wykorzystywać prawidłowo terminy biologiczne (nie nazywać np. dziennych wędrówek zwierząt „migracjami”, a zwierząt chronionych nie określać łowieckim terminem „sztuka” czy „zwierzyna”). A co najważniejsze, stosowanie przez rzecznika insynuacji w stosunku do adwersarzy dobitnie świadczy o braku profesjonalizmu.


Literatura
Gula R. 2008. Wolf depradation on domestic animals in the Polish Carpathian Mountains. Journal of Wildlife Management 72: 283-289.
Śmietana W., Wajda J. 1997. Wolf number changes in Bieszczady National Park, Poland. Acta Theriologica 42: 241-252.

 

Przekaż 1% podatku na rzecz stowarzyszenia.

Dowiedz się więcej.



Nasz profil na Facebook Nasz profil na YouTube

Projekt i wykonanie: maszyna.pl
English
Polski